Bardzo mi się podobają łapacze snów . Nie zawsze tak było.
Ale pewnego dnia coś zaskoczyło. I tak sobie pomyślałam że fajnie byłoby mieć coś takiego.
Nie wiedziałam od której strony się za niego zabrać. A jak już skończyłam, to zastanawiałam się jak go wykończyć.
I postawiłam na motylki.
Wyszło może "biednie", ale ja wolę myśleć że "delikatnie".
Dla potrzeb sesji przełożone na drzwi.
A tak sobie wisi w oknie:
Teraz na warsztacie kolejny łapacz. W błękitach.
Pozdroweczki
Myśli łapaczowe ;)